Mary leżała w łózku. Nic się jej nie chciało. Miała zły
humor, gdy dowiedziała się od matki, że wyprowadzają się z rodzinnego
miasteczka. Żyło się im nieźle i nastolatka nie wiedziała czemu się
przeprowadzają. Po dziesięciu minutach wstawania z łóżka udało się jej. Wyjęła
z szafy obrania i poszła do łazienki się przebrać.
Piętnastolatka zeszła na dół. Fala blond loków spływała jej po
ramionach. Zielone oczy świeciły się od
światła. Pomięta fioletowa koszula w
kratę sprawiała, że wyglądała jak bardzo poważna panna. Gdy weszła do kuchni
matka przywitała ją z uśmiechem.
-Witaj skarbie- powiedziała Lucy.- Jak minęła ci noc?
-A od kiedy to obchodzi ciebie moje zdania?- warknęła Mary.
-Od zawsze. Nie strój fochów tylko jedz te płatki i migusiem
do szkoły.
-Kiedy ja nie chce iść- oburzyła się nastolatka.- Po co mam
iść jak jutro się wyprowadzamy do tego twojego kochasia.
-Ej, ej bez takich. Andrew jest miły i go polubisz.
-A jeżeli nie?- zapytała się z ironiom dziewczyna.- Ja chce
tu zostać ! Ja mam tutaj przyjaciół i
podoba mi się tutaj. Nie chcę jechać do Londynu. Tam jest za nudno. Wolę zostać tutaj w Bedfore.
-Nie widziwiaj! Z kim byś mieszkała?
-No może…
-Nawet nie mów mi, że z ojcem!
-Tak właściwie to chciałam u babci ale tata lepiej by się mną zajął niż ty. Nie widzisz świata
poza tym swoim nowym chłopakiem. Zostaję z ojcem.
-Córa bo się spóźnisz do szkoły!
-Jutro zakończenie roku szkolnego! Nie opłaca się iść. A
poza tym mamy dzisiaj wolne zapomniałam ci powiedzieć. Tutaj masz tą informacje.
Widzisz? Podpis psorki tutaj jest.
-Istotnie jest.
-Ja idę do ojca. Znaczy do Nataly- mówiąc to zabrała torbę i
wyszła. Wzięła psa na smycz i poszła do ojca. Miała do niego prośbę. Chciała z
nim zostać ale czy się zgodzi? To pytanie ją nękało ale to jej ojciec. On o
niczym nie wie. Musiała mu przedstawić całą tą historie. Chyba wypada pomóc córce w potrzebie?
Zwłaszcza, że jest jego jedynym dzieckiem.
Mary uniosła głowę i poszła przed
siebie. Mały mops ciągle zatrzymywał się
chwilek i patrzył na dziewczynę. Wzięła go na ręce i poszła dalej, ponieważ
czym prędzej chciała być już u taty.
„Nie wierć się” pomyślała.
Godzinę później
stała przed drzwiami domu rodzica. Była smutna co od razu zauważył Steven , ojciec Mary.
-Witaj nie spodziewałem się ciebie tutaj.
-Cześć tato mogę wejść?- zapytała ze łzami w oczach.
-Naturalnie- ojciec wpuścił córkę do środka. Poszli do
salonu i usiedli na kanapie.- Co się stało?
-No bo… Wyprowadzamy się stąd. Rzecz w tym, że ja nie chce.
Ja tu mam przyjaciół, rodzinę a tam w tym głupim Londynie będę tylko ja, mama i
ten jej facet.
-Hola, hola… Mama ma chłopka?
-No tak. I mam do ciebie prośbę. Mogę zostać z tobą? Jestem
już dość odpowiedzialna, żeby sama podejmować decyzje.- powiedziała kładąc psa
na podłogę.
-Oczywiście, ale to mama jest twoim prawnym opiekunem.
Jesteśmy po rozwodzie i wolałaś zostać z
matką.
-I to był chyba błąd. Ja chce zostać z tobą. Mama ciągle mną dyryguje- powiedziała
starając się ukryć łzy.
-Ej no nie płacz. Spróbuję przekonać tą twoją nawiedzoną
matkę, żebyś została ze mną. Ubieraj się jedziemy do ciebie.
-Nie! Ja tam nie chcę
wracać.
-Bez gadania. Bierz psa i w drogę. Idź już wsiadaj do
samochodu.
Dwadzieścia
minut później piętnastolatka stała już przed drzwiami swojego domu. Kryła się
trochę za ojcem. Steven zadzwonił dzwonkiem i błyskawicznie otworzyła drzwi mama
Mary.
-Witaj Steven.
-Cześć Clair. Jak się masz? A z resztą po co ja mam się
ciebie pytać? Chcesz wywieść nasza córkę do Londynu. Jej zdanie też się liczy
dlaczego ona ma niby jechać tam wbrew własnej woli?
-Pytała się jej.
-I co odpowiedziała?
Chwila ciszy.
-No właśnie nie chce jechać! Nie zmuszaj jej do tego.
-Ale ona MUSI POJECHAĆ ZE MNĄ!
-Nie muszę- powiedziała cała zapłakana Mary. – Mamo ja chcę
zostać z ojcem. Nie widzisz tego? Jedź sobie sama. Ja nie mam zamiaru tam jechać. Ja tu mam
swoje życie. Odczep się w końcu. Z ojcem jest mi lepiej.
-Idź do pokoju. Natychmiast- odparła Clair.
-Nie. Nie pójdę.- mówiąc to uciekła. Za nią pędził pies a za psem ojciec. Starał
się dogonić córkę. Dogonił ją w parku. Znalazł ją na ławce w parku płaczącą
głośno. Usiadł koło niej i mówił jej, że wszystko będzie dobrze. Nie musi się
niczego bać.-Marianno dlaczego nie chcesz jechać.
-Nie jestem Marianna tylko Mary nie rozumiecie? I ja nie chce stąd tu jest lepiej. Ja tu się urodziłam, wychowywała, dorastała, mam tu przyjaciół, miłe i złe wspomnienia i ciebie mam tutaj tato. Nie rozumiesz? A jakby ktoś tobie kazał wyjechać z rodzinnego miasteczka i pojechać do miasta, w którym nic się nie dzieje.
-No masz rację nie pojechałbym. Rozumiem cie. Możesz ze mną zostać. Ja od chwili rozwodu z matką czekam na ciebie. Masz u mnie swój własny pokój! Dziecko możesz zostać u mnie na jak długo będziesz chciała. Ale twoja matka sobie nie zdaje z tego sprawy, że twoje zdanie też się liczy. Pogadam z nią jeszcze- powiedział to i przytulił do siebie Mary.
____________________________________
Pierwsza notka trzeciego bloga XD.
I znów siebie zacytuje " Świetnego bloga prowadzisz. Od teraz jestem tu stałym widzem :) " . :D . Czekam na nastepne
OdpowiedzUsuń