czwartek, 27 czerwca 2013

Z przyjaciółmi najlepiej.

      Była godzina dziesiąta a Mary jeszcze spała. Obiecała sobie, że w pierwszy dzień wakacji będzie spała do jedenastej. Ale nie chciało się jej już spać. Były dwie opcje. Wstać i się ogarnąć albo leżeć i rozmyślać o wszystkim co ją teraz otacza. Miała to gdzieś, że ojciec kazał jej wstawać dwie godziny temu. Piętnastolatka wybrała drugą opcje. Przykryta była kołdrą i myślała o tym co ją do tej pory spotkało. Wstała o jedenastej. Steven był w mieście więc miała dużo czasu na to żeby się ubrać, zjeść śniadanie, uczesać i inne tego typu sprawy. Wstała, pościeliła łóżko i poszła do łazienki. Siedziała ta czterdzieści minut. Potem poszła do kuchni a tam siedziała przy stole Nataly.
-Natka? A co ty tu robisz?- zapytała się zdziwiona Mary patrząc na telefon.
-Czekam na ciebie. Jak możesz tak długo spać? Czekam od ósmej. Masz szczęście, że jestem cierpliwa.
-Ale po co przyszłaś?
-No nie... Zapomniałaś?
-O czym?
-Mogłam się domyśleć. Miałam dzisiaj spać do jedenastej. Zapomniałam ale ty zapomniałaś, że o ósmej miałyśmy iść na otwarcie nowego sklepu z butami. Wszystkie najlepsze sandały są już pewnie wyprzedane. Dobrze jednak, że poszłam tam o ósmej i kupiłam sobie parę sandałów i tobie w sumie też. Ładne?
-ZAPOMNIAŁAM. Przepraszam cię. O... Cookie chodź tu. Chcesz coś do picia Nata?
-Może herbaty?
-Dobrze ja sobie zrobię... Nie wiem co chyba herbatę mrożoną.
-Do w takim razie mi też zrób. A jak wypijemy to idziemy na miasto.
-Tak buty są rzeczywiście piękne. Ile kosztowały?
-Spoko nie oddawaj kasy.
-Ok.
-Dobra pora się zbierać.
      Dziewczyny ubrały się i wyszły. Mary bardzo podobały się buty, które kupiła jej Nataly. Kierowały się do cukierni panny Marty.
-Dzień dobry  Marto.
-Witajcie dziewczynki. Przyszłyście na lody czy ciastka?
-Na lody. Masz jakieś dzisiaj nowe smaki?
-Tak dzisiaj są lody o smaku brzoskwiniowo- cytrynowym. Macie tutaj po dwie gałki i idźcie na miasto.
-Dziękujemy.
     Mary Jay i Nataly udały się do parku. Najpierw jednak poszły do Emmy.
-Emma! Otwieraj te drzwi!
-NIE!- w tym momencie otworzyła drzwi uśmiechnięta dziewczyna. Była wysoka i szczupła. Fala brązowych włosów spływała jej bo ramionach. Uśmiech miała promienny a oczy były zielone. Ubrana w letnią niebieską  sukienkę wyszła do przyjaciółek.
-Witaj Emma. Nowa sukienka?- zapytała sie Nataly.
-Tak, dzięki, że zauważyłaś.
-Hah nie ma sprawy.
-Dobra idziemy na miasto.
-Dobrze.
     Trójka przyjaciół spędziła ze sobą cały dzień. Mary pomyślała sobie, że nie ma nic lepszego na całym świecie niż przyjaciele.
   

czwartek, 13 czerwca 2013

Z pamiętnika Mary J.

      Drogi Pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. Były smutki i radości. Z mamą miałam dzisiaj pojechać do Londynu do jej nowego chłopaka, ale zostaje z ojcem. Dowiedziałam się o tym wczorajszego dnia po powrocie z parku. Siedziałam w pokoju wtulona w poduszki. Nie chciałam opuszczać rodzinnego miasteczka. Mam tu przyjaciół, rodzinę, zwierzaka, dobrą szkołę i najlepszy sklep z butami na świecie! Nie wiem jakbym mogła rozstać się z tym miejscem. Nie umiałabym zapomnieć całe piętnaście lat mojego całego życia
      Dzisiejszy dzień był (dla mnie) cudowny, ale tęsknie z matką. Zostaje razem z ojcem.
      Narzeczony mamy przyjechał po nią o ósmej wieczór. Miał przyjechać rano, no ale musiał zostać jednak  zostać dłużej  w pracy. Ten dzień był na prawdę bardzo pokręcony. Mama nie chciała się ze mną rozstawać
      Zacznę wszystko od początku. Tata przyszedł po mnie o siódmej rano. Byłam spakowana i czekałam na niego. Co prawda myślałam, że będzie o ósmej a tu taka niespodzianka. Nie chciałam jednak opuszczać matki. Będzie kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta, a ja za nią bardzo tęsknię. Z tatą mieszka mi się dobrze. Lepiej niż w domu a Cookie czuje się tak samo jak ja.
      Dobrze przejdę do rzeczy. Gdy przyszedł po mnie ojciec, mama otworzyła mu drzwi. Zaprosiła go na kawę. Tego co stało się później nie zapomnę na pewno do końca swojego życia. Wstrząsnęło mnie to i to nawet bardzo. Mama poszła na górę. Ja byłam w tedy w łazience. Gdy wyszłam chciałam zejść na dół. Niestety... Drzwi nie chciały się otworzyć. Byłam uziemiona. Mama zamknęła mnie na klucz. Po dwudziestu minutach otworzyła drzwi. Weszła do pokoju zalana łzami a koło niej stał tata. Wytłumaczyła mi to wszystko. Chciała mnie zatrzymać abym z nią jechała i nie zostawała z ojcem. Wszystko sobie jednak wyjaśniłyśmy. Poszłam o ósmej z tatą do jego domu.
      Później wszystko było w porządku. Wyszłam z psem na spacer, o dwunastej zjadłam obiad, a o trzeciej poszłam do parku z Nataly oraz Emmą. Rozmawiałyśmy długo o różnych rzeczach. Nataly jednak była jakaś przygnębiona. Cały czas chodziła z uśmiechem w dół  a gdy wracała z toalety ocierała łzy. Po czterdziestu minutach błagania o powiedzenie o co chodzi odniosłyśmy z Emmą sukces! Natka powiedziała tak, że jest smutna bo chłopak z nią zerwał i   bardzo to przeżywa. Jej życie stało się czarno białe. Postanowiłam, że pozwolę jej się wypłakać. Poszłyśmy na Baker Street do lodziarni "Panny Marty". Powitała nas tak jak zawsze. Chyba ten tekst utknął mi w głowie na stałe. "Dzień dobry moje truskaweczki." Potem zaczynała się wypytywać Natki o  co  płacze. Ta zalała się łzami i o wszystkim powiedziała Marcie. Na koszt firmy postawiła wielki pucharek lodów truskawkowych z bitą śmietaną, malinami i czekoladowymi rurkami, aby mogła zrobić to, co każdy normalny człowiek robi - topi smutki w lodach  z bitą śmietaną.
     Potem dzień przeminął jak zawsze.